Sporym ciosem może być wasza pierwsza wizyta na Malcie, jeśli wcześniej się do niej nie przygotowywaliście.
Tak było z moimi przyjaciółmi z Polski, którzy nie znając innych europejskich krajów śródziemnomorskich, uderzyli wprost na Maltę… i byli przerażeni toczącymi się po ulicach śmieciami i brakiem kontenerów na odpady domowe.
Muszę przyznać, że gdyby nie włoski Neapol, który był na trasie mojej podróży na Maltę, pewnie byłbym w podobnym szoku.
Jeśli planujecie przejazd autem, koniecznie się tam zatrzymajcie, wtedy maltańskie ulice nie będą takim zaskoczeniem. A kto już tam był, ten szoku nie dozna.
Neapol to wszechobecny chaos, brud, zanieczyszczenia na neapolitańskich ulicach uodpornią was na to, co spotka was na Malcie.
Potem będzie już tylko lepiej.

Architektura kontra życie
Niestety przechadzając się ulicami w Gżirze, i na całej Malcie, należy przywyknąć do widoku śmieci stojących przy każdym budynku i tutaj wezmę w obronę rdzennych mieszkańców, bo zwarta zabudowa ulic, wąskie przesmyki pomiędzy budynkami i czasami jeszczę węższe ulice, uniemożliwiają postawienie znanych nam w Polsce kontenerów na śmieci.
To co u nas wpisuje się w codzienny polski krajobraz miasta, na Malcie będzie całkowicie niepraktyczne.
Maltańczycy znaleźli na to sposób, który niestety odbiega od polskich standardów – worki z odpadkami trafiają na ulice i tam czekają na odbiór służb miejskich.
Szczęśliwie odbiory odpadów komunalnych odbywają się dość często, a po ulicach przemykają niewielkie, charakterystyczne śmieciarki.
Inaczej wygląda sytuacja pozostawienia śmieci przed domem na noc, bo Malta ma swoje drugie oblicze – kocie. Nierzadko mali maltańscy rezydenci włóczą się po ulicach i w poszukiwaniu jedzenia rozrywają worki i roznoszą ich zawartość.
Wystawienie śmieci przed dom jest sporym przełamaniem tabu zaśmiecania ulic, ale z czasem można się do tego przyzwyczaić i kiedy dłużej przebywacie na Malcie, przestajecie to tak dotkliwie odczuwać.
W zgodzie z nurtem eko
Jak każdy kraj należący do Unii Europejskiej, Malta musiała wprowadzić segregację śmieci, ale w zupełnie innym stylu niż w Polsce.
Kiedy my dzielimy odpady na szkło, plastik/metal i papier, na wyspie odbywa się to trochę inaczej. Przede wszystkim odpady segregowane odbiera się raz na miesiąc, co jest jednym z największych utrudnień.
Wyobraźcie sobie wizytę Polaków, którzy potrafią pozostawić po sobie sporo szkła wiadomego pochodzenia. Czekanie na jego odbiór sprawia, że w domu macie kolekcję flaszek i małe wysypisko śmieci. Zacznijmy jednak od początku.
Aby segregować śmieci zgodnie z zasadami, musicie wyposażyć się w kartony na szkło i trzy kolory worków, które można kupić w każdym sklepie.
Co ciekawe, coś co my określamy mianem odpadów komunalnych lub ogólnych, na Malcie dzieli się na dwie grupy – jedzenie i wszystko inne, co brudne.
Ostatni worek to śmieci podlegające pod recykling, czyli papier, metal i tworzywa sztuczne. Jak wspomniałem szkło jest wyjątkiem, bo wystawiane jest w kartonach i odbierane raz w miesiącu.
A jeśli się spóźnicie? No cóż, czekacie do następnego miesiąca.
Dobro wspólne, czyli czyje?
Niektóre europejskie metropolie przyzwyczaiły nas do traktowania wspólnej przestrzeni jako własnej, co niestety nie dotyczy Polski i Malty.
Tutaj wspólne oznacza niczyje, więc wyrzucanie śmieci na ulicę, niedopałków papierosów czy zostawianie bałaganu po sobie, należy do charakterystyki tego rejonu. Przykładem, który dobrze obrazuje tę sytuację jest to, że w McDonald’s nikt nie sprząta po sobie stolika.
Skoro śmieci są na ulicach, to nikomu nie przeszkadza ich dokładanie. Podobnie jest z usuwaniem nieczystości po zwierzętach, bo chociaż na Malcie królują koty, to mieszkają tu również psy, które niekoniecznie korzystają z psiego bufetu…
I chociaż obowiązuje powszechny obowiązek sprzątania po nich, pod groźbą wysokiego mandatu, to nie jest to pilnie przestrzegana reguła.
Służby odpowiedzialne za porządek wyspy, starają się jak mogą, ale i tak zaśmiecenie Malty sięga granic przyzwoitości.
Da się żyć
Z chwilą przeprowadzki na Maltę miałem sporo obaw i nie ukrywam, że jedną z nich były brudne ulice, ale złapałem klimat miasta i przestało być to tak uciążliwe.
Południowy klimat, wyluzowanie mieszkańców, brak pośpiechu i nieprzejmowanie się błahostkami pochłonęły mnie całkowicie.
Dziś mogę śmiało powiedzieć, że bez względu na wygląd mojego miasta pod względem ilości odpadów, da się żyć, a do wszystkiego można się przyzwyczaić.
